Połów. Poetyckie debiuty 2011

W almanachu „Połów. Poetyckie debiuty 2011″ znalazła się dziesiątka poetów przed debiutem, których „wyłowili” jurorzy Połowu: Roman Honet, Joanna Mueller oraz Marta Podgórnik. Zbiór miał swoją premierę w marcu 2012 roku.

Marta Podgórnik zajęła się redagowaniem trzech zestawów spośród dziesiątki finalistów: Jakuba Głuszaka, Adriana Sinkowskiego i właśnie Katarzyny Fetlińskiej. Podgórnik jak i inni jurorzy w almanachu dodali kilka zdań o każdym z autorów. O Fetlińskiej możemy przeczytać:

Last, but not least, Katarzyna Fetlińska i dla odmiany poezja języka. Piękna, i to bynajmniej nie ulotnie, która niezawodnie uwodzi poprzez swą niezwykłą muzyczność, wszystkich, którzy z nią obcują. Piękna swoją siłą, ogromnym ładunkiem emocjonalnym ubranym w elegancko udrapowane, drapieżne wersy ciężkie od znaczeń, a wirujące na parkiecie wiersza lekko niczym piórka. Autorka zawarła pakt absolutny z językiem właśnie i w języku, i dociekaj sobie, Czytelniku, kto w tym związku rządzi, kto się zgadza, a kto przynależy.

W almanachu znalazło się dziesięć wierszy Katarzyny Fetlińskiej wśród nich między innymi trzy, które później poetka również zawarła w swoim debiutanckim tomie: „In Absentia”, „Les Amants” i „Sanatorium”.

Wybrane wiersze Fetlińskiej ze zbioru:

Kiciek

Dziś znów pogłaszczesz mnie po grzbiecie, popieścisz
pogrzebaczem albo listewką, a ja będę ocierać się o nogi,
wychudła, wyliniała, za stara by cokolwiek upolować. Nic
mi nie zostało poza szorstkim językiem, oddaniem i skórą
na brzuchu: obwisłą od czasu ciąży, niespełnionej nadziei.

Co jakiś czas siadam na parapecie i patrzę na wróble,
przyglądam się mrowiskom, starym autobusom i dłoniom, kiedy
zakopujesz żywcem to, co spłodziłam i należy tylko do mnie,
ślepe, marne i głodne. Takie są wszystkie dni. Śmiejesz się
na widok pyska w drzwiach, każesz pić swoje mleko,
mówiąc: ciesz się, że nie jesteś bezdomna, bezpańska;

że śpisz w cieple, żresz i należysz do mnie. Od kilku lat
jestem niewychodząca i narzekam na nerki. Rzadziej się myję,
nie miewam rui, nadaję nowe nazwy przedmiotom: łazienka
zastąpiła kuwetę, a łóżko – gniazdo wykotne. Czekam na dzień,
kiedy zobojętnieję: wyczyszczę futro, zamruczę, wydrapię ci oczy;
bo przecież nie potrafisz płakać ani widzieć w ciemności.

 

Do I dare to eat a peach?* 

twój głos grzęźnie między palcami. łamie się
jak witki z których zerwałam owoce. wychylają
opalone głowy znad szklanych brzegów basenu.
gorące są nasze dni. o gorzkim zapachu kwasu
pruskiego. jerseyland. twojej szminki na krawędzi
szklanki. jak sól. słucham zdychających silników
na zmianę z tobą. pytając do I dare**

opowiadasz o barze gdzie mordercy podawali lód
na tacy. omszałe kamienie lepkie od spadzi. siena
palona. jak miło że twoja skóra ma barwę kalcytu
odbija światło. rozgrzane szkło i spojrzenia. leniwie
topię się. w soku spływającym z kącików ust albo
twojego uda. zastanawiam się dlaczego wstyd
się upaćkać. jeść palcami. kochać w motelu. pytając

do I dare. resztki kory zwisają z szypułek
skręcone jak zaschnięte pępowiny. bukowski albo
jakaś marna butch powiedzieliby skończyłaś? to teraz
będę pierdolić. a ja opowiadam o sukienkach
z przeceny. zblazowanych dziewczętach. filmach
w technikolorze.

 *córka T.S. Eliota pyta Gertrudę Stein
** czy wolno mi

Kup almanach w internetowej księgarni poezjem, kliknij na miniaturę okładki:

Połów. Poetyckie debiuty 2011